Witajcie z mojego świata :)
Udałam się na 4 dni odpoczynku do Stolicy :) Wiem, wiem, słabe miejsce jak na odpoczywanie ;) Mimo wszystko już sam wyjazd poza remontującą się łazienkę wiele znaczył ;)
Cały czwartek, calusieńki - przespałam, nie wiem co się działo, jakby energię odcięło. Ja? Dacie wiarę? Ja, taka aktywna? Nie do uwierzenia.
Ale trudno. Nie zrobiłam więc nic absolutnie nic z zaplanowanych robótek.
Dziś jednak chciałabym napisać dwa słowa o Zlocie. Będąc w Stolicy nie mogłam sobie odmówić przyjemności wybrania się na Zlot. I co? I.... chyba jestem zbyt wymagająca. Zloty z tego co zauważyłam służą głównie kupowaniu - bez pamięci i bez zastanowienia. Jeśli nie bierzesz udziału w warsztatach i nie masz puchatego portfela - nie jedź ;) Takie są moje odczucia. Jeden wielki targ, znudzeni wystawcy....
Sympatyczne były spotkania z ludźmi - tymi, do tej pory znanymi z blogów i innych mediów społecznościowych. Anię - Karasiową udało mi się spotkać po raz kolejny, moje Sabatowe Czarowniczki oraz pierwsze spotkanie z Kasią - Katlus ;) Każdy kolejny zlot przynosi nowe znajomości.
W tym roku nie udało mi się "załapać" na warsztaty mediowe, na które "czaję" się już od dłuższego czasu. Pozostało mi pocieszyć się warsztatmi make&take organizowanymi przez
Bee Scrap. Pod okiem
Magudy tworzyliśmy tag z najnowszej kolekcji Bee Scrap. Ja przepadłam w makach :)) Żałuję obecnie że nie zdecydowałam się na zakup tej kolekcji :)
A mój makowy tag prezentuje się tak:
czyż te maki nie chwytają za serce???