Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głupotki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głupotki. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2020

W Nowym Roku :)

...witajcie serdecznie :)

Mam nadzieję, że mieliście wyjątkowego Sylwestra :) i z wielką energią powitaliście Nowy Rok :)

Miałam nie robić podsumowań - żadnych, ale okoliczności komputerowe zmusiły mnie do pewnego "grzebania" w zasobach komputera i tak sobie odświeżyłam wszystkie prawie wytwory mojej wyobraźni. Pomyślałam więc, że zrobię sobie kolaże, tak ku pamięci.








poniedziałek, 31 grudnia 2018

Ostatni post

.... w tym roku :)

Witajcie serdecznie :)

Tak sobie pomyślałam, że nigdy chyba nie robiłam podsumowań moich dokonań. 
A w tym roku naszło mnie na pewną retrospekcję prac. 
Trochę tego było, różnych, różniastych - lepszych, gorszych, ciekawszych i tych mniej. 

To tylko wybiórcze praca :)



Nim powitamy Nowy Rok chciałabym Wam podziękować za ten wspólny czas. Wiem, że są wśród Was stali Bywalcy, ale też i przygodni Goście. Za każdą wizytę, pozostawiony komentarz serdecznie dziękuję.

W tym ostatnim poście w 2018 chciałabym Wam także życzyć, aby każdy kolejny dzień wypełniony był kreatywnością, abyście nie bali walczyć o swoje marzenia, a wszystko, czego zapragniecie, by doczekało się spełnianie :)

Szczęśliwego NOWEGO ROKU :)

środa, 4 stycznia 2017

Gadu, gadu

Witajcie w Nowym Roku :))

Miałam na dziś zaplanowany całkiem inny post, twórczy kartkowy, ale się rozmyśliłam. Miałam nie robić podsumowań, żadnych takich tam wyliczeń itd. Ale... kiedy tak siadłam bodajże w niedzielę, pzrejrzałam na spokojnie swojego bloga to stwierdziłam, że w szok ciężki się wprowadziłam :)

W ostatnim czasie przybyło mi wielu nowych Obserwatorów - każdego z Was witam serdecznie mając nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej :) Wszystkich stałych Bywalców również nadal zapraszam w moje gościnne progi i powiem Wam szczerze, że bardzo żałuję że większość z Was mieszka kilometry ode mnie - z wielką przyjemnością z niejedną Osobą z napiłabym się aromatycznej, zimowej herbaty... Zostawiacie Moi drodzy co raz więcej komentarzy - w grudniu padło magiczne 7500! 7500 głosów zachwytów, ochów, achów, ale też i zwykłej, normalnej, ludzkiej obecności. Za każdy każdy, nawet najmniejszy, najbardziej lakoniczny - dziękuję:)) Wszystkie cieszą :) Mało tego w samego Sylwestra liczba odwiedzin na moim blogu sięgnęła 149 149 :) Nie mogłam zrobić print screena - z telefonu podglądałam, ale te odwiedziny to głównie Wy.

W ostatnim roku napisałam do Was 125 razy, czyli praktycznie co 3 dni, czasami z sensem, czasami bez. No co zrobić, muszę sobie też pogadać ;) W grudniu przeżyłam jakieś odrodzenie publikując 24 posty, jak dla mnie to masakrycznie dużo.

No dobrze to były liczby. Teraz sukcesy ;) Najpierw zaproszono mnie na 3 miesięczne gościnne występy na blogu Scrapy Land - było to dla mnie duuuuże wyzwanie choćby z racji bariery językowej. Ale dałam radę ;) Wrócę tam jeszcze ;)

Następnie zajęłam miejsce w DT w Scrapkowo.pl - takie baaaardzo miłe wyróżnienie :) Oba te Zespoły sprawiają, że jest jeszcze większa motywacja, naprawdę :) Dziękuję więc za szansę rozwinięcia skrzydeł :)

Co jeszcze się wydarzyło? Ostatnimi czasy, przy jakimś cudownym zbiegu okoliczności pozostawiłam 10.000 komentarz na blogu Uli. Mogłam sama wybrać sobie niespodziankę, ale poprosiłam, by wybrała za mnie, by to była faktycznie niespodzianka :) I w taki oto sposób stałam się szczęśliwą posiadaczką uroczej szkatułki z zawartością :)

Hm... i tu powinno być zdjęcie - które na 100% robiłam, ale nigdzie nie mogę go znaleść w czeluściach dysku :( Ula przepraszam :(

No a teraz plany na przyszłość ;) Zwykle staram się nie planować, mając na uwadze słowa Woodego Allena "Chcesz rozśmieszyć Boga? To powiedz Mu, że masz plany.", jednak uległam wszechobecnemu postanawianiu, bo jak to określiła moja koleżanka z pracy - daje pozystywnego kopa. Zrobiłam więc osobisty rachunek sumienia i co nieco postanowiłam w różnych dziedzinach mojego życia, w tej scrapkowej także - od 1.01. zbieram wszystkie 5zł z mojego portfela ;) Powiększymy warsztat ;) hmm... tylko jakoś dziwnie nikt nie wydał mi "5" w ostatnich dniach ;) Druga rzecz to dalsze próby mediowania - może jakieś warsztaty?  Się okaże.

Dobrze moi drodzy, mam nadzieję że Was nie zanudziłam tymi wszystkimi opowiastkami. Zdjęć nie ma :) Już niebawem znów wrócę do systematycznej aktywnosci na blogu, na Wasze zaglądam,ale częśto brakuje mi już czasu by zostawiać systematycznie komentarze, mam nadzieję że zrozumiecie...

Pozdrawiam Was zimowo...

sobota, 6 sierpnia 2016

....i po urlopie

Witajcie :)

 Dzisiaj będzie całkiem inny post, inny od robótkowych. Wiem, że mój blog nie jest blogiem turystycznym, nie jest też blogiem o życiu szeroko pojętym. Jednak dziś właśnie taki post mi się w głowie zrodził. Wszystkich, którzy liczyli na coś innego - serdecznie przepraszam....

Otóż wróciałm z urlopu - z cudownych wędrówek po przesiąkniętych deszczem Tatrach. I to o nich będzie dzisiejszy post. Tych, którzy zechcą poczytać te moje wspomnienia zapraszam serdecznie.

Góry... góry od zawsze miały dla mnie pewien mistycyzm. Bieszczady, Karkonosze, Beskidy, Góry Świętokrzyskie - kolebka mojego jestestwa, i wreszcie one - Tatry - wznoszące się ponad wszystko, dające ogrom możliwości, szerokie horyzonty i wiele, wiele kilometrów szlaków.


Bywałam w różnych górach - każde mają swój urok i swoją magię, ale za Tatrami tęsknię najbardziej. Ja. Tak ja. Z lękiem wysokości i brakiem wydolności ;)
Te góry uczą pokonywania barier, pokonywania siebie. Tam- w wysokich partiach gór nie ma czasu na roztkliwanie, na zmęczenie, na marudzenie. Góry kształtują charakter, pokazują jak ważny jest każdy krok. Zarówno ten stawiany na mokry od deszczu, śliski od błota głaz, jak i ten stawiany w życiu.
Czasami na szlaku trzeba się zmierzyć z nieprzewidzianymi sytuacjami - np. łańcuchy w miejscu, gdzie nie powinno ich być. To też tak jak w życiu - patrząc z perspektywy - to co początkowo nas przeraża, z czasem okazuje się być "pomocną dłonią", wskazówką, dzięki której możemy iśc dalej.



Czasami warto też idąc ciągle dalej i dalej, często z zadyszką w sercu, warto zrobić STOP. Nie po to wcale by kolejny raz napić się wody, nie po to, by wyrównać oddech, bo serce podchodzi do gardła, ale po to, by spojrzeć za siebie. Idąc ciągle przed siebie, wznosząc się ponad kolejne metry nad ziemię, zdarza się że przegapimy coś istotnego, że coś umknie naszej uwadze. Widok, który zostaje za nami - jedyny, niepowtarzalny... Tak samo w życiu. Czasem trzeba zrobić swoje osobiste STOP. Spojrzeć za siebie, zobaczyć ścieżkę, którą się podąża z perspektywy dzisiaj, dać sobie czas na analizę, ocenić postęp.... tak niewiele. I tak dużo zarazem.


Często po wielu trudach dopiero udaje się osiągnąć szczyt. Zawsze towarzyszy temu zjawisku duma, z siebie, z pokonanych przeszkód, że się nie poddaliśmy, ale w przemoczonych butach, dalej dzielnie kamień po kamieniu zdobywaliśmy nasze maszenia. Tak samo w życiu. Walczyć należy do końca. Czasami dłuuuugo trzeba iść pod górkę, by móc wreszcie odpocząć na szczycie.


Powroty. Powroty bywają różne. Czasami towarzyszy im ekscytacja, pełen zachwyt krajobrazem, widokiem, który dosłownie dech w piersiach zapiera. Czasami zaś poworty w doliny bywają znacznie trudniejsze, niż samo wspinanie się na szczyt. W przemoczonych butach, z widocznością na 30 cm do przodu, w strugach deszczu, odgłosach burzy, po śliskich kamieniach stąpają ludki. Ostrożnie. Teraz nie ma pośpiechu. A przecież się moknie. A tu każdy krok trzeba wybadać, przeanalizować. Trzeba sprawdzić, czy będzie dość stabilny, czy da podpór dla drugiej nogi? To tak jak w życiu. Czasami pośpiech nie jest wskazany - lepiej stąpać ostrożnie, powoli sądujac przyszłość... Czasami lepiej jest zrobić krok w tył, znaleść nowe, skalne połączenie, by odnaleść właściwą drogę. W górach nie ma miejsca na pomyłki. Tam pomyłki zbyt wiele kosztują.  Góry uczą pokory.



Właściwa droga. Mapa, szlak, oznaczenia. Bułka z masłem. Ale każdy z nas ma swoją, idywidulną drogę, choć wszyscy idziemy jednym szlakiem. Drogę wyznaczoną choćby przez długość kroku, drogę wyznaczoną przez sposób wchodzenia. Obserwowałam turystów wchodzących po skałach i każdy z nich - choć wszyscy szliśmy jednym szlakiem innego szukał połączenia, szedł własną drogą. Niewiarygodne, a jednak. To tak jak w życiu.... Idą tłumy. Każdy po swojej życiowej ścieżce.


Perspektywa. Kiedy się tak chodzi do łez (ze strachu ;)) i potu (z wysiłku) człowiek nabiera całkiem nowej perspektywy. Łapie dystans do siebie, do ludzi, do przyrody.... To są właście Góry.



Dolina. I wreszcie całkowity powrót w doliny. Tu nagle - jak na pochodzie pierwszomajowym. Kiedy zaczynałam wędrówki bladym świtem - tj ok 6, najczęsciej jedynymi obserwatorami pierwszych kroków były one ;)



Zadziwiające - w górach, tych wysokich ludzi spotyka się może nie rzadko, ale też nie idzie się gęsiego, a tu, w dolinach? Pochód. Istne morze ludzkich głów, radosny gwar, strzępki rozmów wychwycone w tłumie: "czym się tu zachwycać? powietrzem?", "dobrze, że na końcu jest schronisko, będzie piwo. Inaczej bym nie szedł", "Idziemy 30 minut, a dla mnie minęła wieczność".... A ja w górach odkrywam to, czego nie widzi ten cały barwny korowód...


Po tych wszystkich cudownych wędrówkach, wieczorami, nim mrok całkowicie zapadł, siadałam z igłą w ręku by trochę popracować nad tym, co dawno zapomniane. Wstyd się przyznać ile lat haftowałam ten niewielki obraz! Wstyd. I to prezent w dodatku - na specjalne życzenie Mamy.
Oto i jest - W jego dłoniach Dimensions.
Tutaj wersja "nieobrobiona" - bez prania, prasowania, innych zabiegów upiększających;)
A już wkrótce zapraszam na całkiem nowy, stadardowy wpis blogowy ;)

piątek, 8 lipca 2016

I jeszcze takie wieści ;)

W wolnej chwili, wieczorową porą, może zechcecie poczytać gazetkę?

Dziś właśnie ukazał się nowy numer magazynu Creativehobby, w którym to mam przyjemność pokazać swój tutorial. Celowo nie zdradzam jaki ;) Zapraszam do lektury :)


https://www.joomag.com/magazine/creativehobby-magazine-lipiec-2016/0119223001467874895

Miłego weekendu Wam życzę :)

niedziela, 12 czerwca 2016

Urlop i po urlopie, zlot i po zlocie....

Witajcie z mojego świata :)

Udałam się na 4 dni odpoczynku do Stolicy :) Wiem, wiem, słabe miejsce jak na odpoczywanie ;) Mimo wszystko już sam wyjazd poza remontującą się łazienkę wiele znaczył ;)
Cały czwartek, calusieńki - przespałam, nie wiem co się działo, jakby energię odcięło. Ja? Dacie wiarę? Ja, taka aktywna? Nie do uwierzenia.
Ale trudno. Nie zrobiłam więc nic absolutnie nic z zaplanowanych robótek.

Dziś jednak chciałabym napisać dwa słowa o Zlocie. Będąc w Stolicy nie mogłam sobie odmówić przyjemności wybrania się na Zlot. I co? I.... chyba jestem zbyt wymagająca. Zloty z tego co zauważyłam służą głównie kupowaniu - bez pamięci i bez zastanowienia. Jeśli nie bierzesz udziału w warsztatach i nie masz puchatego portfela - nie jedź ;) Takie są moje odczucia. Jeden wielki targ, znudzeni wystawcy....

Sympatyczne były spotkania z ludźmi - tymi, do tej pory znanymi z blogów i innych mediów społecznościowych. Anię - Karasiową udało mi się spotkać po raz kolejny, moje Sabatowe Czarowniczki oraz pierwsze spotkanie z Kasią - Katlus ;) Każdy kolejny zlot przynosi nowe znajomości.

W tym roku nie udało mi się "załapać" na warsztaty mediowe, na które "czaję" się już od dłuższego czasu. Pozostało mi pocieszyć się warsztatmi make&take   organizowanymi przez Bee Scrap. Pod okiem Magudy tworzyliśmy tag z najnowszej kolekcji Bee Scrap. Ja przepadłam w makach :)) Żałuję obecnie że nie zdecydowałam się na zakup tej kolekcji :)

A mój makowy tag prezentuje się tak:

 czyż te maki nie chwytają za serce???

niedziela, 1 maja 2016

Weekendowo

Witajcie weekendowo :))

Dzisiaj wpadam do Was bez żadnej pracy, nic ciekawego... Wpadam, by powiedzieć, że jeszcze jestem, żyję, mam się dobrze, choć nie powiem ostatnimi dniami, czasem wolnym nie grzeszyłam. Mam więc zaległości - niemal w każdej materii - robótkowej, odwiedzinowej, wreszcie wpisowej na blogu. Dziś, kiedy mogłabym coś nowego pokazać nie mam zdjęć :(
Ale wpadłam na momencik, by choć Wasze fajne miejsca w sieci poodwiedzać. A już niebawem pokażę wszystkie zaległości ;)
Tymczasem życzę Wam udanej majówki - choć wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach mało kto jeszcze pamięta czemu zawdzięczamy ten wolny czas - obecnie stały się te dni narodowymi dniami grilla i piwa, tak to widzę ja ;) Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie :)

czwartek, 3 grudnia 2015

Green Christmas

Witajcie :)
Trzeba przyspieszyć odrobinę z przygotowaniami do świąt :)
U mnie dzisiaj troszkę zmiana klimatu. Na zielony.
Z zielonym jest taka historia, że go nie lubię, wręcz panicznie boję się tego koloru. I tak kiedyś sobie z Kasią milutko gawędziłyśmy wirtualnie jak to zielonego nie lubimy. I padło hasło na osobiste wyzwanie - święta w zieleni!
Dopiero wtedy sobie uświadomiłam w co się wpakowałam.
Ale z pomocą przyszły mi ścinki w wycinanek. Leżały tak na małej stercie i mnie olśniło. C&S. Zielone :)



Choinki wytuszowałam zielonym Distriss.
Zdjęcia jak widać przy sztucznym świetle :( już nawet nie liczę że wyjdzie słońce...
I jak Kasiu? Zaliczyłam?

I jeszcze taka nostalgiczna myśl... W mojej pracy organizujemy Szlachetną Paczkę. I tak sobie dzisiaj czytałam listę rzeczy, artykułów które nasza Rodzina potrzebuje. I wiecie co? Większość z nas ma prawdziwego farta - wydajemy fortuny na wykrojniki, papiery, tusze i inne takie, a 14-letnia dziewczyna w swoich marzeniach pisze o bawełnianych skarpetkach i szczotce do włosów....
To jest tak nierealne w dzisiejszych czasach i prośbach młodych gniewnych o nowe smartfony, tablety, nie wiadomo co, a jednak możliwe.... Ciągle myślę o tej Rodzinie. Na swojej liście umieścili produkty naprawdę niezbędne, powiedziałabym że minimum minimum wszystkiego. I aż trudno planować świąteczne zakupy, kiedy ktoś prosi o kiszone ogórki.... Eh.... niesprawiedliwe to życie.



poniedziałek, 30 listopada 2015

Ciepło i przytulnie

... choć w zimnej tonacji :)
Ale o tym za chwilę, za momencik. Najpierw dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnimi wpisami.
Dziś będzie bardziej kolorowo, ale tylko ciuteczkę, odrobineczkę malutką. Kolejnym moim kolorem the best of jest niebieski :) Tworząc w bieli, czy w niebieskościach właśnie odczuwam pewną lekkością, jakby mnie te kolory ciągnęły, same podpowiadały co trzeba zrobić. Dziwne, nie?

No więc będzie miękko, pluszowo za sprawą małych pomponików :) zaraz po dzwoneczkach (nawiasem mówiąc też obecnych w kompozycji) to mój hit na ten sezon ;) Ale będzie też nietypowo kształtowo - jakoś tak mam, że wolę robić kartki o nieregularnych kształtach, chyba mam przesyt kwadratów ;)


Jest też mroźno i skrząco :) za sprawą wszechobecnej delikatnej brokatowej mgiełki
 


O i jest! W roli głownej :) sprzątający śnieg bałwan - ubrany jak przystało na tak zimową pogodę w ciepły szalik i kapelusz :) Śnieg oczywiście też prawdziwy ;)


 Tutaj już chwilę popracował i przekopał troszkę śnieżnej góry :)




Moją śnieżną, ale zarazem ciepłą i przytulną kompozycję posyłam na wyzwnia:
- PR SZOK 30.11
- Dream Craft 19.12
- Firi Firi 30.11 ze sklepu pochodzi ten brokat

Dobiega też końca czas zapisu na moje candy :) Kto jeszcze niezdecydowany zapraszam tutaj.
Obie niespodzianki już przygotowane. Główna prezentuje się tak:

A dla Asi - za wytypowanie prawidłowej ilości scrapków - druga:


Na wyniki pewnie chwilkę poczekacie - postaram się je zamieścić w ciągu 2-3 dni, jednak chciałabym do każdej z Was zajrzeć i zostawić ciepłe słowo :) to chwilkę potrwa :)

niedziela, 15 listopada 2015

Ho, ho, ho

Witajcie w niedzielę :)
Dodam, że u mnie w brzydką i zimną niedzielę, niestety. Podobno regionalnie spadł śnieg. U mnie na razie pada delikatna mżawka i ten lodowaty wiatr, brrr....
Dlatego dzisiaj przybywam z rozgrzewającą propozycją ;) Dla wszystkich zmarzluchów, którzy lubią naciągnąć ciepłe co nieco na uszka ;) I dla wszystkich spragnionych Świąt, ale także dla tych, którzy lubią minimalizm. No i dla Patriotów.
W kartkowaniu jest coś niesamowitego - jest tyle możliwości - może być bogato, kolorowo, z kontrolowanym chaosem, może być surowo i mininimalistycznie, jednokolorowo..... ehhh lubię tą naszą robotę ;)

Dwie wersje tej samej karteczki - różnica jest mięciutka ;)



Moje C&S posyłam na wyzwania:
- It`s just fun 28.11
- Skarbnica Pomysłów 30.11

A i jeszcze chciałabym się Wam pochwalić. Nie tak dawno udało mi się wygrać niespodziankę u Teresy. Dostałam od Niej wspaniałą biżuterię Jej autorstwa. Wciąż nie mogę się nadziwić ile trzeba mieć cierpliwości by z tych maleńkich koraliczków stworzyć coś takiego! Kolczyki są bardzo misterne!
 A bransoletka... wiecie co? Powiem szczerze, że jest to jeden z tych prezentów, którego nałożenie, użycie się... celebruje. Bardzo, bardzo mi się podoba. Nie powiem - od dawna marzyłam o czymś właśnie takim. Dziękuję Ci Teresko bardzo :)


Jeszcze na koniec przypomnę o moim wciąż trwającym rozdawnictwie :) Gdybym nie była taka leniwa pewnie "cyknęłabym" fotkę, bo ciągle coś dorzucam do przesyłki dla Osoby, która będzie wygraną, ale że jestem leniwa, zdjęcia mi idą opornie (co widać na załączonych obrazkach) to musicie mi wierzyć na słowo ;) Tymczasem chętne, niezdecydowane Duszyczki zapraszam tutaj :)
Staram się nadrabiać także zaległości w bywaniu na Waszych blogach :) Nie jest łatwo, bo widzę, że w przeciwieństwie do mnie Wy się nie lenicie ;) Ale przyjdę, przyjdę ;) kiedyś do Was dotrę ;)

sobota, 22 sierpnia 2015

Gdzie byłam, kiedy mnie nie było?

Witajcie po dość długiej przerwie :)

Właśnie wróciłam z urlopu :) Było cudnie, wspaniale, idealnie... tylko szkoda że już po ;(

Jednak wyjazdy mają to do siebie, że zawsze są za krótkie. Tym razem padło na góry, moją wielką miłość. Góry mają to do siebie, że jak złapie się "bakcyla" to trudno jest z nich zrezygnować. W tym roku udało mi się wybrać do Karpacza :) 7 godzin jazdy samochodem, ale warto było :))
 Karkonosze urzekły mnie niesamowicie -  już wiem, że będę tam chciała wrócić, choć teraz już pewnie w inną część.

Z moich wojaży nie mogło zabraknąć maleńkich pamiątek z podróży :)


Jak widzicie te trzy miejsca padły moim celem w tym roku.
W wielkim skrócie przygotowałam dla Was małe zdjęciowe podsumowanko.

Dziki wodospad... w takich widokach zakochuję się najbardziej...



Samotnia... miejsce, do którego się wraca...


Dla znerwicowanych- zieleń, która uspokaja :) i tak kilometrami górskich szlaków :)


 Sarny z wolnego wybiegu :) Kto dostrzegł?

 Wodospad Szklarki...


No i mały szaleniec plus Trzy Świnki
Ale oczywiście urlop to nie tylko łażenie, tuptanie, butów zdzieranie... To także czas wolny, cisza, spokój i dłuuuugie wieczory :)) Jakże przyjemnie spędzone także na haftowaniu. I już wiecie, już się domyślacie - tak moje ptaki ruszyły z miejsca ;) wprawdzie nie jak konie w galopie, ale coś drgnęło ;) Jeszcze ze 3-4 lata urlopów i wreszcie będzie finish ;)

Przypominajka - stan z przed urlopu

 i tuż po...

No a teraz znikam :) mam jednak nadzieję że wrócę szybciej, niż ostatnio :) i obiecuję pokazać coś tym razem bardziej kreatywnego :)