sobota, 6 sierpnia 2016

....i po urlopie

Witajcie :)

 Dzisiaj będzie całkiem inny post, inny od robótkowych. Wiem, że mój blog nie jest blogiem turystycznym, nie jest też blogiem o życiu szeroko pojętym. Jednak dziś właśnie taki post mi się w głowie zrodził. Wszystkich, którzy liczyli na coś innego - serdecznie przepraszam....

Otóż wróciałm z urlopu - z cudownych wędrówek po przesiąkniętych deszczem Tatrach. I to o nich będzie dzisiejszy post. Tych, którzy zechcą poczytać te moje wspomnienia zapraszam serdecznie.

Góry... góry od zawsze miały dla mnie pewien mistycyzm. Bieszczady, Karkonosze, Beskidy, Góry Świętokrzyskie - kolebka mojego jestestwa, i wreszcie one - Tatry - wznoszące się ponad wszystko, dające ogrom możliwości, szerokie horyzonty i wiele, wiele kilometrów szlaków.


Bywałam w różnych górach - każde mają swój urok i swoją magię, ale za Tatrami tęsknię najbardziej. Ja. Tak ja. Z lękiem wysokości i brakiem wydolności ;)
Te góry uczą pokonywania barier, pokonywania siebie. Tam- w wysokich partiach gór nie ma czasu na roztkliwanie, na zmęczenie, na marudzenie. Góry kształtują charakter, pokazują jak ważny jest każdy krok. Zarówno ten stawiany na mokry od deszczu, śliski od błota głaz, jak i ten stawiany w życiu.
Czasami na szlaku trzeba się zmierzyć z nieprzewidzianymi sytuacjami - np. łańcuchy w miejscu, gdzie nie powinno ich być. To też tak jak w życiu - patrząc z perspektywy - to co początkowo nas przeraża, z czasem okazuje się być "pomocną dłonią", wskazówką, dzięki której możemy iśc dalej.



Czasami warto też idąc ciągle dalej i dalej, często z zadyszką w sercu, warto zrobić STOP. Nie po to wcale by kolejny raz napić się wody, nie po to, by wyrównać oddech, bo serce podchodzi do gardła, ale po to, by spojrzeć za siebie. Idąc ciągle przed siebie, wznosząc się ponad kolejne metry nad ziemię, zdarza się że przegapimy coś istotnego, że coś umknie naszej uwadze. Widok, który zostaje za nami - jedyny, niepowtarzalny... Tak samo w życiu. Czasem trzeba zrobić swoje osobiste STOP. Spojrzeć za siebie, zobaczyć ścieżkę, którą się podąża z perspektywy dzisiaj, dać sobie czas na analizę, ocenić postęp.... tak niewiele. I tak dużo zarazem.


Często po wielu trudach dopiero udaje się osiągnąć szczyt. Zawsze towarzyszy temu zjawisku duma, z siebie, z pokonanych przeszkód, że się nie poddaliśmy, ale w przemoczonych butach, dalej dzielnie kamień po kamieniu zdobywaliśmy nasze maszenia. Tak samo w życiu. Walczyć należy do końca. Czasami dłuuuugo trzeba iść pod górkę, by móc wreszcie odpocząć na szczycie.


Powroty. Powroty bywają różne. Czasami towarzyszy im ekscytacja, pełen zachwyt krajobrazem, widokiem, który dosłownie dech w piersiach zapiera. Czasami zaś poworty w doliny bywają znacznie trudniejsze, niż samo wspinanie się na szczyt. W przemoczonych butach, z widocznością na 30 cm do przodu, w strugach deszczu, odgłosach burzy, po śliskich kamieniach stąpają ludki. Ostrożnie. Teraz nie ma pośpiechu. A przecież się moknie. A tu każdy krok trzeba wybadać, przeanalizować. Trzeba sprawdzić, czy będzie dość stabilny, czy da podpór dla drugiej nogi? To tak jak w życiu. Czasami pośpiech nie jest wskazany - lepiej stąpać ostrożnie, powoli sądujac przyszłość... Czasami lepiej jest zrobić krok w tył, znaleść nowe, skalne połączenie, by odnaleść właściwą drogę. W górach nie ma miejsca na pomyłki. Tam pomyłki zbyt wiele kosztują.  Góry uczą pokory.



Właściwa droga. Mapa, szlak, oznaczenia. Bułka z masłem. Ale każdy z nas ma swoją, idywidulną drogę, choć wszyscy idziemy jednym szlakiem. Drogę wyznaczoną choćby przez długość kroku, drogę wyznaczoną przez sposób wchodzenia. Obserwowałam turystów wchodzących po skałach i każdy z nich - choć wszyscy szliśmy jednym szlakiem innego szukał połączenia, szedł własną drogą. Niewiarygodne, a jednak. To tak jak w życiu.... Idą tłumy. Każdy po swojej życiowej ścieżce.


Perspektywa. Kiedy się tak chodzi do łez (ze strachu ;)) i potu (z wysiłku) człowiek nabiera całkiem nowej perspektywy. Łapie dystans do siebie, do ludzi, do przyrody.... To są właście Góry.



Dolina. I wreszcie całkowity powrót w doliny. Tu nagle - jak na pochodzie pierwszomajowym. Kiedy zaczynałam wędrówki bladym świtem - tj ok 6, najczęsciej jedynymi obserwatorami pierwszych kroków były one ;)



Zadziwiające - w górach, tych wysokich ludzi spotyka się może nie rzadko, ale też nie idzie się gęsiego, a tu, w dolinach? Pochód. Istne morze ludzkich głów, radosny gwar, strzępki rozmów wychwycone w tłumie: "czym się tu zachwycać? powietrzem?", "dobrze, że na końcu jest schronisko, będzie piwo. Inaczej bym nie szedł", "Idziemy 30 minut, a dla mnie minęła wieczność".... A ja w górach odkrywam to, czego nie widzi ten cały barwny korowód...


Po tych wszystkich cudownych wędrówkach, wieczorami, nim mrok całkowicie zapadł, siadałam z igłą w ręku by trochę popracować nad tym, co dawno zapomniane. Wstyd się przyznać ile lat haftowałam ten niewielki obraz! Wstyd. I to prezent w dodatku - na specjalne życzenie Mamy.
Oto i jest - W jego dłoniach Dimensions.
Tutaj wersja "nieobrobiona" - bez prania, prasowania, innych zabiegów upiększających;)
A już wkrótce zapraszam na całkiem nowy, stadardowy wpis blogowy ;)

7 komentarzy:

  1. Olu, piękny wpis, pełen zadumy i refleksji. Dziękuję, że podzieliłaś się z nami tak pięknymi przeżyciami. Cudne zdjęcia, a ten obraz na zakończenie, wystarczy za całe podsumowanie. Pozdrawiam serdecznie :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem tutaj pierwszy raz i moim oczom ukazał się piękny haft a jeszcze piękniejsze refleksje. :) Dziękuję za tak wartościowy wpis. Pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam!!! zazdroszczę!!! uwielbiam ten smak kiedy po godzinach trudu człowiek wejdzie na szczyt, uwielbiam usiąść i łapać chwilę:) kocham góry i już nie mogę się doczekać kiedy znó tam będę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne życiowe przemyślenia :-))) Ale zazwyczaj ,gdy znajdziemy się z powrotem we własnym środowisku zaczynamy nabierać pędu jak inni i gonić ,tylko za czym ? Cudne zdjęcia i haft :-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Olu, wszystko co napisałaś to prawda, prawda i tylko prawda. Góry potrafią zaskakiwać, potrafią uspokajać, ale potrafią też... no właśnie. Wspaniały post. Dziękuję Ci za te przemyślenia i pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi się bardzo podobał ten post, możesz wrzucać takie częściej :)

    OdpowiedzUsuń