Trzeba przyspieszyć odrobinę z przygotowaniami do świąt :)
U mnie dzisiaj troszkę zmiana klimatu. Na zielony.
Z zielonym jest taka historia, że go nie lubię, wręcz panicznie boję się tego koloru. I tak kiedyś sobie z Kasią milutko gawędziłyśmy wirtualnie jak to zielonego nie lubimy. I padło hasło na osobiste wyzwanie - święta w zieleni!
Dopiero wtedy sobie uświadomiłam w co się wpakowałam.
Ale z pomocą przyszły mi ścinki w wycinanek. Leżały tak na małej stercie i mnie olśniło. C&S. Zielone :)
Choinki wytuszowałam zielonym Distriss.
Zdjęcia jak widać przy sztucznym świetle :( już nawet nie liczę że wyjdzie słońce...
I jak Kasiu? Zaliczyłam?
I jeszcze taka nostalgiczna myśl... W mojej pracy organizujemy Szlachetną Paczkę. I tak sobie dzisiaj czytałam listę rzeczy, artykułów które nasza Rodzina potrzebuje. I wiecie co? Większość z nas ma prawdziwego farta - wydajemy fortuny na wykrojniki, papiery, tusze i inne takie, a 14-letnia dziewczyna w swoich marzeniach pisze o bawełnianych skarpetkach i szczotce do włosów....
To jest tak nierealne w dzisiejszych czasach i prośbach młodych gniewnych o nowe smartfony, tablety, nie wiadomo co, a jednak możliwe.... Ciągle myślę o tej Rodzinie. Na swojej liście umieścili produkty naprawdę niezbędne, powiedziałabym że minimum minimum wszystkiego. I aż trudno planować świąteczne zakupy, kiedy ktoś prosi o kiszone ogórki.... Eh.... niesprawiedliwe to życie.


